Dziecięce konflikty – trzymaj się od tego z daleka

Agnieszka Isańska



Jednym z największych problemów w rozwiązywaniu konfliktów szkolnych nie są relacje pomiędzy samymi dziećmi, ale sytuacje, kiedy te spory przenoszą się na rodziców.

Zasadniczym zagadnieniem związanym z relacjami, jest ich budowanie w wyniku całego szeregu kontaktów rówieśniczych. Kontakty te mogą mieć różny charakter – nie zawsze opierający się na porozumieniu i współpracy. Konflikty zdarzają się w każdej grupie rówieśniczej, zresztą nie tylko wśród dzieci. O ile odbywają się w rozsądnych granicach i nie stanowią zagrożenia dla dzieci – gdy granice są przekraczane wkraczają nauczyciele, pedagog czy psycholog szkolny – mają ważną rolę do spełnienia. Są pomocą w wyznaczaniu granic, budowaniu spoistości i tożsamości grupy, okazją do nauki obrony swojego zdania albo też wzięcia w obronę kogoś słabszego. W takim rozumieniu, służą także budowaniu relacji pomiędzy dziećmi lub młodzieżą i są zarazem sprawdzianem dla ich siły i charakteru.

kłótnia

Ten sposób budowania relacji nie służy niszczeniu czy też dokuczaniu komuś, ale jest jednym z elementów wychowania – uczy radzenia sobie z całym wachlarzem sytuacji, jakie w dorosłym życiu zapewne będą się zdarzały i z którymi warto umieć sobie radzić.

Tymczasem problemy w relacjach dzieci, zwłaszcza w tych konfliktowych stają się o wiele poważniejsze, jeśli angażują się rodzice. To nie tylko prawdziwe wyzwanie dla pracowników szkoły, ale również dla samych rodziców. Posłużę się tutaj przykładami z mojej zawodowej praktyki: zdarzają się rodzice, którzy straszą się nawzajem sądem, zgłaszają sprawę na policję czy po prostu skutecznie i uciążliwie dla całego otoczenia próbują się włączać w konflikty i relacje pomiędzy dziećmi. Zazwyczaj dochodzi wtedy do rozszerzania kręgu osób zaangażowanych w konflikt, wydłużenia czasu jego trwania, a bywa także, że do ingerencji instytucji próbujących rozwikłać przyczyny czy też rozstrzygnąć o winie. Stąd już tylko krok do przysłowiowego sąsiedzkiego konfliktu o miedzę.

Nie chodzi o to, aby zrezygnować z obrony własnego dziecka w sytuacjach, które je przerastają, albo kiedy zmuszone jest do konfrontacji z odpowiedzią niewspółmierną do wagi sytuacji. Pisząc o nieingerowaniu w relacje pomiędzy dziećmi, zwracam jedynie uwagę na fakt, iż zdecydowana większość reakcji rodziców na różne konfliktowe sytuacje pomiędzy dziećmi przynosi skutek odwrotny do zamierzonego. Na ogół jest to eskalacja konfliktu i nieraz trwałe uniemożliwienie budowania równorzędnych relacji pomiędzy rówieśnikami.

Jeżeli już jednak dojdzie do konfliktu i rodzice są pewni że niezbędna jest ich ingerencja, to najlepiej wówczas wyjaśnić sytuację jedynie pomiędzy dorosłymi – nie angażując w to dzieci – na przykład, podczas zebrania klasowego czy spotkania z wychowawcą klasy. Przy czym warto pamiętać, że udane rozwiązanie sytuacji konfliktowej, to jeden z dobrych sposobów budowania relacji także między dorosłymi.

Autorka jest terapeutką pedagogiczną, z wykształcenia również nauczycielką przedszkolną i klas 1-3. Szlify zawodowe zdobywała również jako pedagog szkolny. Zajmuje się skutecznym wyrównywaniem deficytów i braków rozwojowych u dzieci. Jest mamą trzech córek.

 

Zdjęcie ilustracyjne/Pixabay.com

by e-smart.pl